

Ponad 6 lat temu, gdy negocjowaliśmy warunki przyszłej umowy z Creative (było to dokładnie w moje 18 urodziny) zachowaliśmy się – naturalnie ze mną na czele – jak banda dzieciaków, którą powinno się przegonić. Do siedziby firmowej zamiast jednej, dwóch, osób, weszło chyba pięć, bez większych planów, rozpisek, prezentacji, w strojach całkowicie czilautowych, co samo w sobie, osoby obeznane w biznesie z pewnością raziło. Z dumą prezentowaliśmy koszulkę z prasowanką, pokazaną na pół nagim koledze. Teraz wstyd na samą myśl, a jaka radość, po wyjściu z lokalu. Radość, napakowana sprzętem, który trzymam sprawny do teraz. Przykład Creative to jeden z wielu, który mógłbym podać w celu wskazania licznych błędów przez nas popełnianych. Wpadek, które zaliczało nie tylko Voodoo Gaming, ale z którymi borykały się właściwie wszystkie formacje w latach, w których operowałem w e-sporcie. Taki był nasz urok, musieliśmy uczyć się na błędach. Widocznie nie było wśród nas żadnego geniusza, który zaskoczyłby od razu w 100%. I trochę szkoda, bo na dobrą sprawę jedyną osobą od której mogłem się uczyć, był mój szef, który miał milion innych, znacznie ważniejszych spraw, niż prowadzenie formacji graczy.
Kiedy zadecydowałem się na zamknięcie BVG, wiedziałem, że podejmuję jedyną słuszną decyzję. Po pierwsze, polskie prawo nie pozwalało nam na kontynuowanie najważniejszych projektów, po drugie, atmosfera w całym środowisku była już napięta do granic możliwości, wielu poza naszymi „szeregami” paliło się do krytyki wszystkiego, właściwie całkowicie zapominając o tym, że lepiej tą energię było skupić na treningach, bądź prowadzeniu swoich drużyn. Było nieprzyjemnie, a presja niemal zupełnie przysłaniała kreatywność i rozsądek. Koniec był nieunikniony. Z perspektywy czasu nikt chyba nie ma wątpliwości, że stało się dokładnie tak, jak powinno. Nikt nie płakał, nikt nawet nie próbował tej sprawy ze mną wyjaśniać. Norad zniknął, znacznie szybciej, niż się pojawił.
Śmiem twierdzić, że poziom w Polskim e-sporcie od tamtego momentu wzrósł, jeśli chodzi o indywidualności, zmalał jednak, jeśli spojrzymy na zjawisko pod kątem całego społeczeństwa, nie ma już rywalizacji pomiędzy Deltą, FX, PGS, FF, CEFO, Voodoo i kilkoma innymi formacjami, coraz rzadziej można przeczytać o poczynaniach graczy, a gdyby nie fenomenalna forma Starcraft’owców (no i oczywiście Neo i spółki), to pewnie nawet nie wiedziałbym, że takie coś jak sporty elektroniczne, istnieją jeszcze w tym kraju. Czy więc zapoczątkowaliśmy pewnego rodzaju upadek drużyn narodowych w Polsce? Nie będę tego przypinał do nas, ale wydaje mi się, że coś w tym stwierdzeniu było. Bo przyznajcie sami, jakie jest prawdopodobieństwo, że znowu powstanie „twór”, który skupi w swoich strukturach takich ludzi jak wówczas TeRRoR, Paladyn, Saviola, Kartek, Shadow, tox1c i inni? To prawie nierealne, zarówno finansowo, jak i ideowo.
Może jednak przyjdzie jeszcze taki czas, kiedy będziemy mogli chodzić z głowami uniesionymi do góry, pokazując, że nie jesteśmy już niedoświadczonymi dziećmi gamingu, ale ludźmi świadomymi wyzwań i presji, gotowymi na nowe przedsięwzięcia. Czekałem bezskutecznie wiele lat, aby móc z uśmiechem na twarzy uścisnąć dłoń wszystkim ludziom, z którymi tworzyliśmy w Polsce e-Sportową scenę na najwyższym poziomie. Tymczasem wiem, że gdyby jutro miał odbyć się bal dla „znamienitości” tego środowiska, to byłbym jednym z tych, którym zamknięto by drzwi przed nosem. Nie idźcie więc moim śladem, ani też śladami naszych polityków. Wcale nie musi być tak, że sukces trzeba sobie wydzierać szponami, konsensus jest bowiem wart znacznie więcej, niż miara zwycięstwa osiągniętego w sposób niegodziwy.










I tak lepsze to niż wysłać maila! Brawo za chęci. Pozdro
Dzięki za wszystkie komenty :)